11 sierpnia 2016

Nowe wyzwania, dwa latka i trochę pechu


Kolejny rok zleciał nam jak... Urodzinki Moi spędziła niestety samotnie, gdy ja smażyłam się w nadmorskim słońcu :P ale słyszałam, że nie narzekała. Trafiła mi się w dość śmiesznym momencie, zupełnie niespodziewana i nie planowana, ale jednak taka jaką bym chciała. Żyjemy sobie ciekawie, ciągle odkrywając swoje nowe możliwości i pokonując przeszkody jakie los sypie nam pod nogi. Przez 22 miesiące pracy jaką obie włożyłyśmy,aby to wspólne życie jakoś wyglądało, myślę, że zrobiłyśmy wiele. Przez ost. pół roku na pewno wiele się zmieniło. Wyszłyśmy na prosto w wielu codziennych sprawach, teraz każdy spacer to dla nas przyjemność, a jakakolwiek inna ludzka czynność nie wyklucza psa. Ponieważ jestem zdania, że z naszymi pieskami po pierwsze się żyje, po drugie trenuje olewam z lekka niedoskonałości w naszym sporcie jakim jest dogfrisbee, choć i w nim wiele się poprawiło. Bywały momenty, że z treningów wracałam sfrustrowana - i to często sama z siebie, a teraz mogę o tym zapomnieć, może oby dwie do tego dorosłyśmy? Fizycznie merle na pewno udowodniło, że stać ją na więcej. Z móżdżku zawsze byłam zadowolona, podobało mi się to, że od czasu gdy zaczęłyśmy trenować potrafiła się skupić, myśleć, a nigdy nie leciała "na pałę". Zrobiłyśmy kolejny duży krok w przód i widać, że nasze frizbowanie nie jest już dziecinną zabawą, tylko coś z tego będzie i obie się do tego przykładamy jak należy. Poza tym no co, jestem strasznie dumna z tej suczki, i gdy tylko myślę jak się zmieniła to mam banana na twarzy z radości!


Szybkimi krokami nadchodził Up Dog Sopot, niestety wiem już coś o tym jak los lubi mieszać plany i przyszło nam nie wyruszyć znów nad polskie morze, no ale może to nie sezon dla nas.
W ostatni weekend lipca zostałyśmy zaproszone na poznańskie warsztaty frizbowe do Pauli Gumińskiej i Agnieszki Guby. To było zdecydowanie bardzo ciężkie seminarium dla mnie. Mimo świetnej atmosfery (jak zwykle zresztą:D) i bardzo owocnej pracy z Molką ja kończąc warsztaty wyglądałam jak po poligonie, pozdzierane kolana i łokcie, a na dodatek kilka pięknych rys na szyi niczym po próbie samobójczej :P A wszystko za sprawą vaultów od brzucha/klaty, które swoją drogą są mega widowiskowe i bardzo mi się spodobały, dlatego powtarzam sobie, że do odważnych świat należy i lecimy z tym koksem! Przerobiłyśmy jeszcze rundkę frizgility, chociaż rozmyśliłam się co do tej konkurencji (może kiedyś), overa z wyobraźnią i tapy od pleców. Zyskałam kolejne cenne informacje i popełniłam nowe notatki mocy.

fotki dzięki uprzejmości Natalii! :))



Wróciłyśmy do domu i nastała szybka akcja, pakowanie ciuchów, ost. zakupy, pies spać, ogarnianie się i dalej w drogę, a gdzie? Czekała na nas annówka :D
Moim zdaniem to był nasz najlepszy obóz! Ja całe 5 dni byłam całkowicie wyluzowanym człowiekiem, czułam się tam jakby wszystko ze mnie spadło, kompletne zapomnienie rzeczywistości.Atmosfera panująca nie do opisania, wieczorkiem graliśmy w mafię i wiele umysłowych (tak banalnych) gier typu "czy tak wygląda księżyc?" bardzo łatwo można się dowiedzieć o swojej głupocie :P poszliśmy także na discgolfa, nad jeziorko, na miasto, ogółem życie wymarzone, szkoda tylko, że trwało jedyne pięć dni. Z borderkiem także pracowało mi się świetnie, nie mam żadnego ale do powiedzenia!

fotki baj Amelia, dziękuję! :)



Ponieważ od majówki zostałam namawiana do sekwencji na tym obozie nastąpił ogromny przełom! Rozpoczęłyśmy dość nie pozornie, na karteczkach wypisałam wszystkie figury, które umiemy + jakieś sztuczki, wylosowałam swoją sekwencję i siup. Później druga i łączymy. W między czasie zmiana niektórych rzutów, lepsze pomysły na przejścia itd. a zadanie na nast. dzień brzmiało "teraz proszę się tych sekwencji nauczyć, a jutro zaprezentować z pieseczkiem" - mega mnie to zmotywowało :D
Kolejne solidne podstawy w sekwencjach i nowe informacje zaowocowały prawie całym freestyle, teraz tylko brakuje muzyki :D Wszystkich sekwencji opisywać nie będę, zostawię to w tajemnicy, ale już nieeedługo.
Ogółem było dużo tłumaczenia,na czym co polega i co jak zrobić dobrze - frizgility, throwngo i level'e w free,a takie wiadomości są niesamowicie potrzebne i to jeszcze od tak doświadczonych zawodniczek.


Któregoś dnia zrobiliśmy sobie treningowe zawody ThrownGo dla uczestników obozu, łącznie 11 osób. I tutaj muszę powiedzieć jak bardzo zadowolona jestem z tej suczki, bo popłynęłyśmy z falą! Szczerze podeszłam do tego bardzo na luzie, chodziło mi o ładny i szybki aport,dobrą łapalność i dostosowane do pogody moje rzuty, które miejsce zajmiemy miałam daleko poza umysłem.A co z tego wyszło? całe 85 pkt. w dwóch rundach i 1 miejsce! :))))) spełniłam wszystkie moje cele i mega podjarana zeszłam z pola. Będę dbać, aby tak było zawsze!

Na koniec obozu standardowo odbyły się zawody psio-ludzkie. Dwie konkurencje dla ludzi (5 floaterów do wora i throwngo) oraz dla psów (5 złapanych rzutów i time trial). Nie mogę być nie zadowolona, gdyż zajęłyśmy 2 miejsce!! :))) Z samej siebie jestem dumna - w worze wszystkie dyski wylądowały, a dystansówka poszła mi super mimo niewychodzących rzutów na rozgrzewce, jednak skupienie i determinacja zdziałają cuda. Co prawda mogłam szybciej podjąć decyzję o dłuższych rzutach, ale co tam, cieszę się, że wszystkie lądowały na środeczku i były bardzo ładne do złapania dla Moi, gdyby ze mną startowała. Przy pięciu rzutach zdecydowałam się na "multiple" w wersji trochę innej bo raz w prawo, raz w lewo. Uznałam, że nie popełnię tego samego błędu co na majówce i nie będę rzucać psu do pyska bo takie rzuty ją ewidentnie nie interesują i wręcz zniechęcają, no ok, kiedyś jeszcze do nich dojdziemy. Ostatniego rzutu miałam wrażenie, że nie wyciągnie, ale znów się okazało jakiego geniusza chowam w domu! Ostatecznie wszystkie złapane. Znów się trochę podłamałam na Time Trial, nigdy nie ogarniałam tej konkurencji, ale zawsze się staramy. Wydaje mi się, że rzuty były ok, chociaż drugiego nie złapała dlatego powtarzałyśmy i czasu trochę uciekło, wydaje mi się, że to kwestia pierwszego rzutu jako ścigacza, a drugiego trochę zawisającego, niestety nie byłam na tyle skupiona na moich rzutach, aby była w nich 100% powtarzalność; ale i tak było świetnie bo miała w miarę ładny aport i szybki powrót, pokłóciłabym się z nią jeszcze trochę o łuki przy zawracaniu do mnie, ale widziałam że szybko zanikały.
Znów z smutkiem na twarzy wróciłyśmy do domu, jednak za to z pięknymi wspomnieniami. Teraz odpoczywamy u znajomej i z niecierpliwością czekamy na nadchodzącą Warszawę :D

4 komentarze:

  1. I właśnie czytając takie posty uświadamiam sobie jakim jestem leniem... Niby chcę coś porobić w Obi ale nie wiem od czego zacząć, niby moje psy do frisbee się nie nadają a i tak bym coś chętnie przećwiczyła.

    Pozdrawiamy, Biały Krukk

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam pod dużym wrażeniem Waszego frisbowania i żałuję, że przez kolejność wejść widziałam tylko urywki Waszych sesji. Mam nadzieję, że będę mogła kibicować Wam w Warszawie. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne zdjęcia!

    http://kochane-pieski-dzeki-i-pimpek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przypominam sobie, abym kiedyś odwiedzała Twojego bloga, ale coś czuję, że to się zmieni. :)
    Zmotywowałaś mnie tym wpisem ostatecznie do działania. Biorą się do uzupełniania notatek w naszym dzienniczku treningowym!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń